sobota, 22 sierpnia 2015

Rozdział II

~○~
Wskoczyłam przez okno na już zasłane narzutą łóżko, bardzo ciemną- jakby ktoś przewidział, że znajdą się na niej moje lekko przybrudzone łapy. Zacharczałam kilka razy, by ogłosić swoje znalezisko i przemienić się na powrót w człowieka, przez chwilę żałując, że moja dusza nie jest wilkiem. Bo powiedzmy sobie szczerze, charczenie rysia było nieco... żałosne? Brzmiało tak, jakbym połknęła coś dużego, co nie chciało mi przejść przez gardło i próbowała to wykasłać. Mój ojciec oczywiście tak nie uważał, ale był w sumie starszy i jego warkot nie wydawał się taki głupi. 
Usiadłam wygodnie, od razu wędrując do szyi, by upewnić się, że szmaragd pozostał na miejscu. Nosiłam go na czarnym, skórzanym rzemyku, luźno zwisającym pod bluzą. 
Wyszłam z pomieszczenia, w którym miałam mieszkać przez następny rok, uprzednio otrzepując narzutę z piasku. Postanowiłam sprawdzić z kim będę dzielić ten ciekawy budynek. 
Cała budowla miała trzy piętra, wykonana była z czerwonej cegły i zwężała się ku górze. To coś w stylu wieży, na planie okręgu. Na samym środku kręte, żeliwne schody, oddzielone od pomieszczeń drewnianymi drzwiami i małym przedsionkiem.
To właśnie czarne, błyszczące schody dostrzegłam po wyjściu z pokoju. Mogłam zejść na dół lub wspiąć się na górę. Wybrałam drugą opcję, tak jak odpowiadała mi intuicja. Zapukałam w zamknięte akacjowe drzwi i po cichym, i zdezorientowanym "proszę" weszłam do środka. 
-Cael?- zachłysnęłam się powietrzem ze zdziwienia. Szatyn stał przed średniej wielkości szafą i marszczył brwi.
-Enid.- mruknął pod nosem nieśmiało, nadal nie odwracając wzroku od wnętrza wspomnianego mebla.- Nie rozumiem.- pokręcił głową z frustracją.
-Czego?
-Wszystkiego... J-ja, ja myślałem, że muszę się tutaj zjawić tylko na chwilę, moja mama nie wie, że nie będzie mnie tyle czasu, zostawiłem ją samą, co jeśli sobie nie poradzi...- bełkotał, wreszcie patrząc mi prosto w oczy z bólem wypisanym na twarzy.
-Um, twoja mama nic nie wie, nie wyjaśniła? Przecież sama musiała to przejść, tak?- rzuciłam pierwsze, co przyszło mi do głowy.
-Nie, ona... jest normalna.- westchnął, opadając na łóżko stojące za nim.
Podeszłam bliżej, siadając obok niego i spuszczając głowę. Przeczesałam palcami szarą, puszystą narzutę, która bardzo różniła się od mojej. 
-Ona nie jest zmiennokształtna? Nie jest orłem?- zaczęłam cicho.
-Nie. Co to oznacza?- nabrał głośno powietrza. 
-Że jesteś niepełnokrwisty, ale to nic złego, rzecz jasna.- zapewniłam od razu, nie chcąc, by pomyślał inaczej.
-Więc mój ojciec jest? Albo był?
-Nie mieszka z wami?- przełknęłam ciężko ślinę. Sama mieszkałam tylko z tatą, bo mama zginęła, gdy miałam dziesięć lat.
-Nigdy go nie widziałem, on mnie też nie.- wyjaśnił pośpiesznie z trudno wyczuwalnym, ale jednak, smutkiem w głosie.
-Oh... Przykro mi.- naprawdę zrobiło mi się go szkoda, ja zdążyłam poznać moją matkę, poza tym miałam ojca, który wytłumaczył mi o co chodzi z tą zmiennokształtnością.
-Nie on jest teraz ważny, chodzi o moją mamę, jak...
-W ścianie znajduje się, em, skrzynka?- powiedziałam, szukając jej wzrokiem.- Możesz włożyć do niej cokolwiek, a to pojawi się w drugiej skrzynce, tej w twoim pokoju.
-Ale ja nie mam żadnej skrzynki w pokoju.- sapnął.
-Teraz już masz.- uśmiechnęłam się delikatnie.- Twoja mama na pewno sprawdzi jej wnętrze, kiedy zobaczy, że się tam pojawiła, możesz jej wszystko wyjaśnić w liście.- wzruszyłam ramionami, czując ulgę, kiedy jego czoło wygładziło się, a ramiona rozluźniły.
Otworzył usta, zapewne chcąc coś powiedzieć, ale po chwili je zamknął i uśmiechnął się szeroko.
-Będziemy mieszkać razem?- wyszczerzył się, wracając do szafy.- A moje rzeczy pojawiły się tak jak te ze skrzynki?
-Dwa razy tak.- kiwnęłam i wstałam z jego łóżka.
Zamknął drzwi szafy i odwrócił się do mnie.
-Byłem pierwszy, wiesz?- powiedział dumnie, po czym roześmiał się głośno.
-Jak na kogoś, kto kompletnie nie ma zielonego pojęcia o naszym świeci, to nieźle.- puściłam mu oczko, kierując się do drzwi.
-Eej!- pisnął oburzony, całkiem jak wtedy, gdy był w swojej zwierzęcej postaci. Zaśmiałam się.- Teraz już wiem.- wytknął język, idąc za mną.
Usłyszeliśmy z dołu wycie, a ja przeklęłam w myślach.
Tylko nie on....
Cael spojrzał na mnie pytająco, a ja wskazałam głową na ostatni w dół, na ostatni wolny pokój.
-Jeśli to ten pozbawiony koloru sierści kundel, to będę zmuszona skorzystać z twojego okna, podczas mojej próby samobójczej.- mruknęłam smętnie, a on parsknął rozbawiony.
-To nie on, coś ty.- zaśmiał się.- A nawet jeśli, to co...
-Jesteś poważny?!- mogę się założyć, że moje oczy były teraz idiotycznie rozszerzone.- Poza tym skąd możesz to wiedzieć?
-Nie wiem. Jestem tylko optymistą.- uśmiechnął się przyjemnie. 
-Niech będzie, sprawdźmy, tak czy inaczej.
Podeszliśmy do drzwi, takich samych jak nasze, a ja zamachnęłam się, by uderzyć w drewno. 
Cael złapał w powietrzu moją rękę, patrząc lekko wystraszonymi oczami.
-Tak się u was puka?- zapytał, unosząc brwi. Uśmiechnął się, gdy skrzyżowałam ramiona na piersi i fuknęłam cicho. Wyciągnął dłoń do drzwi i uderzył lekko dwa razy. 
-Baba.- mruknęłam, na co tylko wzruszył ramionami. Poprawił jeden z podwiniętych rękawów jasnoniebieskiej, lekko podartej, jeansowej kurtki. Drzwi otworzyły się moment później, a w nich stał wysoki brunet z oczami w kolorze atramentu. 
-Um, cześć?- rzucił wesoło szatyn po chwili dziwnej ciszy, rumieniąc się lekko. 
-Cześć.- rzucił tamten, a uśmiech wpłynął na jego twarz. Nie, to nie mógł być tamten idiota.- Jestem Xander. Wejdźcie.- szybko odsunął się, robiąc nam miejsce w przejściu.- Usiądźcie czy coś, powinniśmy się lepiej poznać, nie? Rok w jednym domu, czy tam wieży.
-Enid, a to Cael.- rzuciłam, gdy weszliśmy do środka.- Kremowa narzuta?- zauważyłam, siadając na łóżku, podczas, gdy jego właściciel i Cael usiedli na drewnianej podłodze niedaleko kominka. 
-Taa, niezbyt praktyczne.- wzruszył ramionami
-W zasadzie to bardzo praktyczne.- uśmiechnął się Cael, poruszając znacząco brwiami. 
Xander zaśmiał się dźwięcznie, a ja jęknęłam załamana, wiedząc już, że trafiłam na równie mocno walniętych, co ja sama. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz