niedziela, 23 sierpnia 2015

Rozdział III

~○~
Wywróciłem oczami, wchodząc do pokoju wspólnego. 
-Czyli jestem na was skazany do końca życia?- rzuciłem.
-To tylko rok, bracie.- Geraint puścił mi oczko, zarzucając rękę za oparcie kanapy, za plecami Selene. Od kiedy zrobiła się taka grzeczna? Jeszcze jakiś rok temu zepchnęłaby go z łóżka albo ukąsiła, kiedy by się tego nie spodziewał...
-Inni mają gorzej.- oznajmiła Sel. Wzruszyłem ramionami. Co mnie obchodzą inni?- Freya trafiła do małego, drewnianego domku razem z sową i gołębiem.
-Po pierwsze to nikt nie bronił jej znaleźć czegoś innego, a po drugie: kim do kurwy jest Fraya?- prychnąłem, siadając na kamiennym blacie. 
-Freya.- poprawiła brunetka, a ja pokiwałem lekceważąco.- Jest w tobie zakochana od jakichś pięciu lat.
-Każdy jest we mnie zakochanych.- puściłem jej oczko.
-My nie.- powiedzieli zgodnie, po chwili już przybijając sobie piątkę.
-Nie znacie się po prostu.- wzruszyłem ramionami.
-W każdym razie chodzi o tą...
-Wiesz, że tak naprawdę mam to w dupie?- prychnąłem.
-A propos, zabierz swój piękny tyłek z tego stołu, będziemy tam jeść.- Geraint wywrócił mozolnie oczami. 
Zsunąłem się z blatu i ruszyłem do drzwi wejściowych. 
-Gdzie idziesz?- zapytała dziewczyna, wychylając się, by na mnie spojrzeć. 
-Gdzieś.- mruknąłem, zatrzaskując za sobą drzwi.

Około północy na ciemnym niebie rozbłysnęły błyskawice, po chwili wyginając się na kształt ciał tych, którzy nie podołali. 
Sarna, zając, puchacz... wiewiórka? Ktokolwiek przybierał postać małego, rudego gryzonia? Chyba jakiś ostatni frajer. Zaśmiałem się sam do siebie, czekając na grzmot, który świadczył o zakończeniu tej listy niegodnych...
Zagrzmiało głośno, a za chwilę miał pojawić się zwycięzca pierwszego zadania. 
Jasne, że dobrze, by było, gdybym to ja wygrał, ale wolałem znaleźć coś odpowiedniego dla mnie, a nie rzucać się od razu na byle norę.
Mój ojciec może uważał inaczej, ale sam zapewne nie chciałby mieszkać w dziurze. 
Westchnąłem zrezygnowany.
Niebo rozświetlił wielki orzeł, a ja warknąłem pod nosem. 
Ta ciota zwyciężyła?
Prychnąłem i zacisnąłem mocno szczęki. 
Poczułem chłód wokół stóp, zabijający swoimi właściwościami wszystkie żyjątka w pobliżu. Jaka szkoda.
Ojciec był pewien, że orły wymarły, ale może tamten pojawił się znikąd tak jak cholerny Xander. Wilk- syn jeleni. Niedorzeczne. Ciekawe z kim się puściła jego matka. Ani ona, ani Cassiel nie mieli w swoim rodowodzie wilków. On nie mógł być jakimś cudownym wyjątkiem, o naturze całkowicie odmiennej od swoich krewnych.
Mój dziadek był wrednym skurwysynem, mój ojciec jest, więc ja też. Proste.
Ścisnąłem platynę zwisającą na mojej szyi, chcąc się odrobinę uspokoić, by nie marnować mocy na zamrażanie wszystkiego wokół.
Odetchnąłem, patrząc na granatowe niebo gęsto pokryte gwiazdami.
Syriusz świecił tak jasno jak zawsze, jednak nie wystarczyło to, bym zapomniał, że nie jestem już na mojej północy. Zamknąłem oczy, kładąc się na ziemi i przemieniając.
Pieprzyć to.
Kiedy otworzyłem oczy, wszystko w zasięgu wzroku było pokryte cienką warstwą lodu- tak jak chciałem.

~○~
Staliśmy we czwórkę z przodu grupy, słuchając Sir Granda, ja, Cael, Xander i Arthur- blondwłosy chłopak o lisiej duszy. Wpadliśmy na siebie z samego rana, w zasadzie to Xander na niego wpadł-dosłownie, przewracając na ziemię i przedstawiając się, nadal na nim leżąc. 
-Że też muszę mieć imię na "a"!- burknął chłopak, kiedy nadszedł czas na prezentowanie umiejętności.
Jakaś Alicia właśnie wyszła na środek i uniosła się dwa centymetry nad ziemię na jedną sekundę, po czym spadła. Też mi wyczyn, to nawet nie jest umiejętność, tylko dar... Została odesłana na bok, nie zaliczając zadania.
Arthur westchnął kiedy został wywołany na środek polany i poproszony o prezentację.
Uśmiechnął się łobuzersko, a wokół niego buchnął ognisty krąg. 
Rozległy się zachwycone i zdziwione głosy. Sir Grand uniósł brwi, chyba także będąc pod wrażeniem.
No no...
Pstryknięciem palcami ugasił płomienie i spojrzał wyczekująco na Granda. Potężny blondyn skinął głową, pozwalając mu wrócić do grupy.
-Zaraz ja, a nawet nie mam pojęcia jaką umiejętność posiadam.- Cael przełknął nerwowo, patrząc zmartwionymi oczami na chłopaka, który tworzył mgłę.
-Kiedy staniesz na środku, będziesz wiedział.- uśmiechnął się do niego Xander, klepiąc po ramieniu. Cael skinął głową trochę spokojniejszy, a gdy go wywołano nawet lekko się uśmiechnął.
Stanął na środku, rozluźniając ręce i przymykając oczy. Drzewa wokół zaszumiały cicho, a niektóre liście opadły z nich i zaczęły krążyć przy szatynie. Uniósł powieki, poruszając palcami, aż obok niego nie powstało tornado wielkości jego samego.
Uśmiechnęłam się dumnie. To mój przyjaciel, ludzie. Xander zaśmiał się, gdy liście ułożyły się na kształt ciała Caela.
Robił naprawdę duże wrażenie. Nie było żadnego powodu do obaw, że sobie nie poradzi, chociaż dopiero niedawno dowiedział się o naszym świecie.
Oczywiście przeszedł dalej.
Na środku pojawił się, jak przypuszczałam, właściciel białych kłaków z poważną miną na twarzy.
Chłód przeszył mnie tak nagle i głęboko, że zacisnęłam powieki. Kiedy je podniosłam, cała polana pokryta była pokryta lodem.
Grand uniósł brwi, odwołując go na miejsce machnięciem ręki. Coraz bardziej nie lubiłam tamtej cioty.
Jakiś czas później przyszła moja kolej.
Wyszłam z szeregu pewnym krokiem, a do głowy już napłynął mi pomysł na prezentację.
Trawa była spalona i potraktowana niską temperaturą. Nie trzymała się najlepiej, lekko mówiąc. Jednak nasiona nadal pozostały w ziemi.
Skierowałam wnętrze dłoni w stronę gleby i skupiłam się na mocy.
Trawa zaczęła wyrastać spod ziemie i zielenić się tam, gdzie została tylko lekko przymrożona.
Grand zaklaskał w dłonie z uśmiechem.
-Dziękujemy za naprawienie trawnika, panno Enid.- powiedział brunet stojący obok niego. Uśmiechnęłam się i wróciłam na swoje miejsce.
Reszta tak mnie nudziła, że prawie przysypiałam, aż nagle niebo stało się czarne, a ja wyprostowałam się szybko, nabierając gwałtownie powietrza przez usta.
Spojrzałam na środek polany, gdzie Xander stał jak zahipnotyzowany i  patrzył w górę z nieodgadnionym wyrazem twarzy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz