~○~
Ruszyłem w stronę tych frajerów, którzy już zbierali się do swojej dziury.
-Gdzie mieszkacie, w lisiej norze, kurczaku?- prychnąłem, popychając tego kurdupla.
Odsunął się ode mnie ze zdezorientowaną miną.
-Nie udawaj, że nie wiesz o co chodzi. Myślisz, że skoro wpadłeś do pierwszej napotkanej ruiny i zaskrzeczałeś, by wszyscy się o tym dowiedzieli, to możesz nie odpowiadać?- podszedłem bliżej, a krew w moich żyłach zaczęła się gotować.
Syn dziwki wepchnął się między nas, kładąc swoje niegodne ręce na moim torsie.
-O co ci chodzi, co?- pchnął mnie, ale nie dałem się tak łatwo, złapałem jego nadgarstki mocno i odepchnąłem do tyłu. On jednak również nie zamierzał dać za wygraną.- Jesteś zazdrosny, że to nie byłeś ty?- prychnął, wykrzywiając usta we wrednym uśmieszku.- I nie mieszkamy w norze.- dodał.
-Mała, drewniana chatka na skraju lasu, hm?- zaśmiałem się kpiąco.
-Trzypiętrowa wieża, dzięki, że się tak martwisz.- wtrąciła się ta kocia dziwka. Enid? W każdym razie nieważne.
-Może teraz ty się pochwalisz?- blondyn, który się z nimi zadawał puścił mi oczko, trącając kolczyk w swojej wardze językiem i uśmiechając się kpiąco. Głupie bachory.
Odwróciłem się przez lewe ramię i odszedłem jak najdalej, wypatrując w tłumie Selene.
-Tutaj jesteś.- złapałem ją za ramię, kiedy już znalazłem w tłumie.
-To boli, Dayen.- skrzywiła się, zerkając na moje palce zaciśnięte wokół jej ręki. Puściłem ją i zabrałem dłoń.
-Gdzie byłaś?- warknąłem.
-Czekałam na Gera.- wytłumaczyła się, marszcząc brwi.
-Jasne.- burknąłem tylko, odwracając się i biorąc rozbieg, by przemienić się podczas skoku.
Opadłem na ziemię, dysząc ze złości. Ruszyłem w stronę nowego domu, a kiedy spojrzałem do tyłu, by upewnić się, że Sel pełznie za mną, zobaczyłem zamrożone odciski moich łap na piasku.
Musiałem zacząć nad sobą panować.
~○~
Xander usiadł na łóżku w moim pokoju, klepiąc trzykrotnie szarą narzutę, przywołując mnie tym. Przyciągnął mnie do siebie, kiedy usiadłem obok niego i posłał mi ciepły uśmiech.
-Nie przejmuj się nim.- powiedział, pocierając moje ramię, a ja spuściłem głowę onieśmielony jego zachowaniem.
-Nie przejmuję się.- powiedziałem cicho.
-Przede mną nie musisz udawać.- przysunął mnie do siebie jeszcze bardziej, nie żebym miał coś przeciwko, ale zapewne byłem teraz cały czerwony. Pokiwałem głową, nadal na niego nie patrząc, bo spaliłbym się ze wstydu.
-Nie wiem tylko dlaczego mnie nie lubi, nawet nie rozmawialiśmy wcześniej, bym mógł go jakoś zdenerwować czy coś...- wzruszyłem ramionami.
-Jest po prostu dupkiem.- powiedział, a ja wtuliłem się w niego bardziej. Trzeba korzystać z okazji, nie?
-Znasz go?- zapytałem, nie chcąc, by już sobie poszedł.
-Miałem z nim do czynienia już kilka razy, szczerze mówiąc.- westchnął. Nie chciałem drążyć tematu, bo czułem, że Xander nie przepada za blondynem.
Nie wiem od jakiego czasu moje ręce są oplecione wokół jego talii, ale zacisnąłem je pewniej, chcąc go uspokoić.
-Nie myślałem, że tak szybko kogoś tutaj polubię.- oznajmił, ponownie głaszcząc moje ramię. Westchnąłem cicho.
Siedzieliśmy tak jeszcze jakiś czas. Rozmyślałem o tym, kiedy mama znajdzie list, który jej wysłałem, o tym jak miło mieć ramiona Xandra oplątane ciasno wokół swoich, o znaczeniu mojej drewnianej bransoletki, ale też o tym co powiedziała o niej Enid. Daglezja modra miała podobno mieć na mnie jakiś specjalny wpływ. Tak samo jak na nią szmaragd, na Arthura brąz czy obsydian na Xandra.
-Chyba zgłodniałem.- mruknąłem w materiał jego bordowej bluzy po jakimś czasie. Zaśmiał się dźwięcznie, po czym mnie puścił. Posmutniałem na to, ale szybko się z powrotem ogarnąłem, przypominając sobie, że sam mu to zasugerowałem.
-To idziemy coś złapać, hm?- dźgnął mnie w bok, uśmiechając się. Wstał z mojego łóżka i wyciągnął rękę, by pomóc mi wstać.
~○~
Siedziałem spokojnie na jednej z gałęzi wielkiego dębu, skąd miałem świetny widok na rozciągającą się w dole równinę. Oparłem się dłonią o pień dla lepszej równowagi.
Moje rozmyślania na różne głębokie tematy przerwał irytujący szelest gdzieś w pobliżu.
-Co do...- przerwałem, prawie krzycząc, gdy z gałęzi nade mną z głośnym piskiem zanurkował w dół ten przebrzydły kurczak.
Dopadł sarny w tym samym momencie, co czarny wilk i razem przygnietli ją do ziemi. Wydała z siebie dźwięk konania. Skrzywiłem się, widząc pysk Xandra pokryty krwią zwierzęcia. Kurczak uniósł ofiarę w górę i skierował się w kierunku, w którym pobiegł wilk.
Poczułem jak boleśnie ściska mnie w żołądku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz